wtorek, 10 czerwca 2008

Z sympatią, przed stu laty

 Tak pisał przyszły teść do przyszłego zięcia czyli Henryk Chrząstowski, ojciec Zofii do Aleksandra Wójcickiego, przyszłego jej męża, a mojego dziadka.

 

pismo3

 

Zwróćcie uwagę na nieużywany dziś skrót, a dość często wówczas spotykany "st. Dr. Żel." czyli stacja Drogi Żelaznej, w tym wypadku Kunów w guberni Radomskiej. W dolnym, lewym rogu możemy przeczytać, że liścik był pisany w 1905 r., a więc realia byłu polskie i po części rosyjskie. Niestety nie wiem o jaką uroczystość mogło chodzić, a więc jakiego wydarzenia dotyczyło zaproszenie, ale w każdym razie zwraca uwagę nader serdeczny ton, połączony z "uściśnieniami". No i ta kaligrafia, ona mnie powala, bowiem nie potrafię odczytać tekstu, zwłaszcza, kiedy piszący ściboli go niemiłosiernie, gdyż brak mu już miejsca na odkrytce ("odkrytoje pismo").

Kartka była wysłana z Kuflewa (to wszystko dzieje się na pięknej, żyznej Lubelszczyźnie), ale na wizerunku oglądamy Zamek w Lublinie:

kartki

 

Natomiast główna zainteresowana pisała już po ślubie do swojej szwagierki (siostry męża) Wandy Wójcickiej, ciesząc się, że wbrew zwyczajowi tym razem nie spóźnia się z życzeniami dla Wandzi. Pisała z Puław (1911 r.) do Płus pod Tarnogrodem czyli do majątku Kazimierza Wójcickiego (brata męża). Sam Aleksander Wójcicki był "diriektorom zawoda" czyli cukrowni oraz członkiem zarządu kompanii cukrowniczej.

Puławy (gub. lubelska) owych lat prezentowały się jak na pocztówce, wysłanej przez Zofię Wójcicką, a na której widzimy róg ulicy Szpitalnej i Lubelskiej, a na owym rogu sklepy: "Stella", "Klemensów", Rappoport & Sercarz, Księgarnię "J. Grinfeld" oraz Skład Apteczny F. Cyfrackiego.

 

kartki2

niedziela, 1 czerwca 2008

Wojtek Brojer dowcipkuje w stylu klasycznym nt Julii Pitery



Julia Pitera

wtorek, 27 maja 2008

Droga w obie strony

Siedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien 

Hans Baldung Grien (1484-1545) - Siedem etapów życia kobiety


Kilka wieków temu Europa miała też swój podział tyle, że inny. Nie Wschód - Zachód, ale Północ - Południe (zresztą teraz wracamy do tego podziału, ale w skali globalnej). Inne czasy, inne stereotypy - ciepłe, rajskie, rozświetlone słońcem tereny Italii i zimne, spowite cieniem, opanowane przez nieujarzmioną naturę ziemie rozciągające się po drugiej stronie Alp.

Artyści pokonywali te góry w obie strony. Podążali na Półwysep Apeniński, uczyli się miejscowego spojrzenia na sztukę, przekazywali swoje umiejętności, a następnie wracali do swych dalekich krajów, znajdowali protektorów i tworzyli dzieła, zachwycające ludzi nieustannie.

                                                                              ***
W obrazach sprzed wieków często występowaly pewne przedmioty, symbole, postacie i sceny związane z tradycyjnymi wątkami kulturowymi, zrozumiałymi dla ówczesnych widzów i współczesnych historyków sztuki. Na szczęście dzieło sztuki działa na odbiorcę nie tylko swym dosłownym przekazem znaczeniowym, ale wizją plastyczną, kolorami i kompozycją. Oczywiście warto coś wiedzieć o zawartości przedstawienia, aby docenić przewrotność autora i oryginalność jego ujęcia.

Tak się ma rzecz z niezwykle interesującym obrazem "Biczowanie Chrystusa". Namalował go ok. 1540 r. Peeter de Kempeneer, rodowity brukselczyk (1503 - 1580). Dzieło charakteryzuje nietypowa ikonografia tematu, zawiera ono rekwizyty nie należące do wyobrażenia tematu.

"Zaskakująca jest obecność zwłaszcza pierwszoplanowych postaci śpiących na stopniach podium żołnierzy - objaśnia nam Hanna Benesz - ten motyw spotyka się w przedstawieniach Zmartwychwstania. Na jasno oświtlonym stopniu, między śpiącymi, ostro zarysowuje się kształt włóczni, atrybutu ostatniego aktu Pasji Chrystusa. Przy prawej krawędzi obrazu ukazany wSiedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien skomplikowanej pozie mężczyzna wkracza na podium, dzierżąc w dłoni trzcinę z koroną cierniową - atrybuty Naigrawania i Ecce Homo. Widoczny w głębi człowiek kieruje przerażony wzrok ku górze, gdzie na szczycie kolumny stoi kogut. To św. Piotr, który zaparł się Mistrza, nim kur zapiał po raz trzeci tej nocy - przed biczowaniem. Wylaniająca się z mroku za kolumną kobieta to zapewne służąca, która indagowała Piotra. Postać kobieca po lewej stronie kompozycji, oburącz trzymająca olbrzymią świecę, może przedstawiać Marię Magdalenę. Wielość skupionych tu wątków, związanych z Męką wskazuje na alegoryczny charakter tej wyjątkowej kompozycji".

Bardzo ciekawie, w delikatny, a jednocześnie sugestywny sposób namalowane zostaly sylwetki postaci. Natrój obrazu wzmacnia kontrast między świetlistymi barwami pierwszego planu i gładkim czarnym tłem. Artysta z mrocznej Północy namalował "Biczowanie Chrystusa" podczas wieloletniego pobytu w słonecznej Sewilli.

Akty kojarzą nam się dość stereotypowo i raczej banalnie - jesteśmy przecież dziećmi epoki marketingu, kuszących reklam i wyrachowanego obnażania się. A tymczasem nagie ciała można zaprezentować tak jak uczynil to Lucas Cranach Starszy (1472 - 1553) w obrazie "Adam i Ewa", namalowanym ok. 1510 r.

Artysta ten, podobnie jak Durer, Hans Burgmair czy Hans Baldung Grien przeniósł na Północ i spopularyzował wiele pomysłów i projektów włoskiego Renesansu łącząc malowanie Grien zmysłowych ciał o poprawnych proporcjach z mitologiczną i pogańską tematyką. "Adam i Ewa" Grien stanowi harmonijne skomponowanie ostentacyjnej nagości oraz nastroju pólnocnej kutury (pejzaż, dzika nieujarzmiona natura, potężny rozrośnięty dąb zamiast rajskiego ogrodu, mroczne tło). Pełna rozterki, sympatyczna i nieco bezradna twarz Adama zwrócona jest ku Ewie kuszącej, grzesznej i uległej. No i te rozczulające, pospolite, duże, gołe stopy ich obojga muszą zwrócić naszą uwagę.

I jeszcze jeden malarz spośród wielu mistrzów - Giuseppe Arcimboldo, mediolańczyk (1527 - 1593). W 1562 r. przybył do Wiednia i został nadwornym malarzem cesarza Ferdynanda I i jego następcy Maksymiliana II. Największa sławę zyskał tworząc dwie serie obrazów: "Cztery pory roku" i "Cztery żywioły". W pierwszym z tych cykli głowy postaci zostały skomponowane z różnych elementów w wyniku celowego doboru, uczynionego przez autora.

W obrazie "Zima" na wizerunek głowy, twarzy i szyi składają się : pień drzewa, grzyby, zimozielony bluszcz, cytryny. Poszczególne elementy są namalowane bardzo realistycznie, a ich zestawienie tworzy niesamowity efekty. Jak pisze w katalogu Karl Schutz: "już szesnastowieczni autorzy, piszący o sztuce nazywali je płodami fantazji, indywidualnej inwencji artysty, nieistniejącymi poza jego subiektywnym. odczuciem". Miał wielu naśladowców aż do dzisiejszych czasów.

Wędrówki artystów sprawiły, że Alpy nie stanowią już granicy między mrokiem i światłością.

Cranach_st_adamewa

Lucas Cranach Starszy (1472-1553), Adam i Ewa.


Hans_Burgkmair_d._Ä._001 (Small)

Hans Burgkmair (1473-1531) - Ołtarz św. Jana. Od lewej:św. Erazm, św. Jan na Patmos, św. Mikołaj.


poniedziałek, 19 maja 2008

Auto LANS

Blog moich blogów ma zwartą, może niezbyt dużą, ale wybraną grupę Czytelników (pozdrawiam i ściskam serdecznie), o których myślę tak intensywnie, że aż zapomniałem o sobie, ale też i o Was.
Pragnę namówić moich subskrybentów, jak też przypadkowych i nieprzypadkowych gości, których przyniosły na swych falach wyszukiwarki do poznania, odwiedzania i zaprenumerowania moich kilku innych stron.

Oto one:

Blog_komiksomedia

1. KOmiksoMEDIA - fotoblog, poświęcony dowcipowi fotograficznemu.

Blog_photonetart2

2. Photo-Netart - fotoblog, zbierający mniej lub bardziej artystyczne foto-wydarzenia z sieci.

Blog_pw_moj_jazz


3. Piotr Wójcicki - Mój Jazz - blog w stanie inicjacji, poświęcony mojemu ulubionemu jazzowi i jazzmanom.

Blog_filmoteka

4. Filmoteka - osobista historia wybitnych filmów, reżyserów i aktorów - strona u swoich początków.

Zapraszam:
Wejdźcie, czytajcie, subskrybujcie, a wszystko będzie w porządku. Dziękuję.

czwartek, 15 maja 2008

Mateusz Wyrwich - Wróg cię kusi coca colą

Lejlej_smallKiedy skończył się waleczny czas zaangażowanej twórczości pokolenia lat stalinowskich, "sztuka" zległa w hrabiowskiej chlewni na terenie zespołu pałacowego Zamoyskich w Kozłówce. Tam właśnie na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku utworzono specjalny dla niej magazyn, by po latach z części eksponatów powstała Galeria Socrealizmu. Do dziś ma ona swoich zwolenników, jak i przeciwników. Nie budzi jednak rewolucyjnych emocji.

Twórczość, niegdyś wykonywana na zamówienie komunistycznych dygnitarzy, eksplodowała setkami tysięcy gipsowych popiersi Leninów i Stalinów. Dziesiątkami tysięcy Bierutów. Wizerunkami sowieckiego obywatela Rokossowskiego zwanego marszałkiem Polski. Namalowanych cegieł na obrazach bywało więcej, niż tych, z których budowano domy. Przez setki malowideł przewinęły się traktory, maszyny rolnicze. Kilkaset czołgów, kilka dywizji wojska, setki koni. Sierpy i młoty zyskały miano twórczego symbolu. Dziś te propagandowe produkty plastyczne spoczywają głównie w piwnicach, na strychach, czy na śmietnikach.

Sztuka socrealizmu musiała być zaangażowana. Agitująca, komunikatywna. Przede wszystkim zaś - propagująca. Według wzorów nakreślonych, jak wszystko inne, w Moskwie. Pokazywana od początku lat pięćdziesiątych na rokrocznych wystawach plastyki miała inspirować niezaangażowanych. Zamawiana, od komitetów powiatowych PZPR aż po Komitet Centralny, miała świadczyć, że z komunistami jest nie tylko lud. Również i "jego inna odmiana, artysta" - jak mawiał Cyrankiewicz. Sztuka socrealizmu eksponowana w fabrykach i świetlicach musiała pokazywać wielkość komunizmu i jego przywódców. Częstokroć absurdalnie śmieszna. Innym razem groźna. Identyczna z hitlerowskim kanonem "sztuki" zdobywców i panujących.

W latach sześćdziesiątych do Pałacu Zamoyskich w Kozłówce, magazynów Ministerstwa Kultury i Sztuki, powoli zwożono "sztukę". Sztuka po sztuce. Kończyły się czasy Stalinów i Bierutów. Z muzeów wyrzucano ten typ propagandy. Po latach w Kozłówce Andrzej Wajda znalazł swoich bohaterów do jednej ze scen filmu "Człowiek z marmuru". Po emisji filmu, dziennikarze zainteresowali się socrealizmem. Do 1989 roku, dyrekcji Atakuje_wince muzeum nie pozwalano jednak eksponować "dzieł". Dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych autorzy pomysłu ekspozycji twórczości lat pięćdziesiątych, Krzysztof Kornacki i Jacek Szczepaniak otworzyli wystawę - Oddech Stalina.

Obywatelu, czy wykonałeś już plan sześcioletni ?

Białe ściany mocno kontrastują z czerwonym, czarnym i brunatnym kolorem obrazów. Spajają się z bielą marmurowych i gipsowych rzeźb. Bohomazów namalowanych ręką propagandysty, nieudacznika. Artysty niejednokrotnie uległego wobec zleceniodawcy. Propagandówki pozbawione wyrazu. Bezmyślne. Puste. Nachalne. Muzyka socrealistycznych kompozytorów dopełnia grozy - sztuka w służbie totalitaryzmu. Na czerwonym transparencie hasła pytają: "Coś ty zrobił dla planu sześcioletniego ?". I naganiają: "Naprzód do walki o plan sześcioletni !"  Inne ostrzegają: „Nie daj się skusić imperialistyczną coca-colą”, "Uważaj wróg Notosiup2_wince czuwa". Kolejne deklarują: "W odpowiedzi na atomy budujemy nowe domy".

- W naszych magazynach zostało nieco prac z czasów hitlerowskich. Na prowadzonych w Galerii lekcjach historii pokazywaliśmy kartony z projektami dekoracji berlińskiego ratusza, wykonanymi w 1937 roku - mówi Jacek Szczepaniak, kustosz Galerii - Te projekty są niemal takie same, jak prace stalinowskie. Obrazy z pochodów są bardzo podobne do nazistowskich. Tylko u komunistów na przykład zamiast swastyk malowanych na werblach, eksponowano czerwony kolor. Podczas lekcji robimy też zagadki. Czytamy wyimki ze Stalina i Hitlera. Okazuje się, że dla młodzieży są one nie do odróżnienia. I tu dopiero widać identyczność totalitaryzmów.

Przodownicy na paletę

Według propagandystów sztuki pod pędzle i dłuto najlepiej nadawali się "budowniczowie" ideologii: Lenin, Stalin, Bierut, Berman, Zawadzki, Rokossowski. Przodowników pracy niewielu trafiało do muzeów w latach pięćdziesiątych, choć komunistyczna propaganda zapowiadała "eksponowanie rewolucyjnych przykładów pracy". Trafiali natomiast do mas kuci w rzeźbach, przenoszeni na plakaty, obrazy a nawet pocztówki "sztandarowi" przodownicy pracy - Bugdoł, Sołdek. Pstrowski z hasłem: "Kto wyrąbie więcej niż ja". Ten ostatni wyrąbał niewiele, bo zmarł z wycieńczenia w niecały rok po podjęciu zobowiązania. Zobowiązania górnika Wincentego Pstrowskiego Mamgo_wince były natchnieniem dla wielu wierszokletów i autorów powieści. Pstrowski otrzymywał medale za naganianie do wycieńczającej pracy w maksymalnie zagrożonych kopalniach. Bożyszcze salonów władzy, znienawidzony przez górników dorobił się krążącej po dziś dzień anegdoty: "Tu leży Pstrowski ubogi, który wyciągnął normę i nogi. Pozostawił po sobie trzech wołów, braci Bugdołów''. Również przodowników pracy. Dla totalitaryzmu ważny był ich czyn, a nie oni sami.

Cegła i kielnia - romantyzm epoki

Obraz Erwina Czerwenki, zatytułowany Nowa Huta. Tło - wielka budowa, na pierwszym planie kilku murarzy. Jeden z nich trzyma cegłę. Podpis pod obrazem: "Czyny, które budują pokój - 66 tysięcy cegieł w ciągu ośmiu godzin. W dniu 26 bieżącego miesiąca junacy 51 brygady ochotniczego ZMP dokonali wyczynu murarskiego kładąc w ciągu ośmiu godzin pracy 66 323 Wiadernica_wince tysiące cegły. Zespół w składzie dwóch murarzy; Piotra Ożańskiego i Stanisława Szczygło przy pomocy 10 podręcznych i siedemnastu pomocników dokonał tego wyczynu, celem uczczenia 33 rocznicy wielkiej Rewolucji Październikowej".

Jeden z bohaterów obrazu, Piotr Ożański*), wajdowski "Birkut", był w latach pięćdziesiątych murarzem przodownikiem bijącym rekordy. Zapraszany na spotkania w świetlicach, szkołach, uniwersytetach, komunistycznych salonach, stał się z czasem już tylko postacią z transparentu. Częściej sięgającym po wódkę, niż kielnię. To właśnie jego fragment życiorysu posłużył Ściborowi - Rylskiemu do napisania scenariusza "Człowieka z marmuru".

Wieś, kobieta, oświata, miłość

Socrealistyczny chłop, bez względu na to czy był za władzą, czy przeciwko niej zawsze miał na obrazach sumiaste wąsy. Chłopa niesprzyjającego nowej władzy, kułaka, "doktryna" malowała z wampirzą twarzą. Zwykle w surducie ze złotą dewizką. Siedział w karczmie i obżerał się kiełbasami, popijając je wódką. Inny kułak, malowany przez Ignacego Witza , zagarniał zwykle dolary, należne sierotkom, do wielkich worów. Kułak obowiązkowo występuje z wyszczerbioną szczęką. Jego przeciwieństwem jest socjalistyczny chłop. Nie w karczmie, ale w świetlicy. Szczękę ma zadbaną i pije, żeby nie było wątpliwości, oranżadę. Jest uśmiechnięty i rozmawia z kolegami. Zapewne o elektryfikacji wsi.

Płótno z namalowanymi trzema traktorami w ciasnej zagrodzie autor zatytułował: "Budujemy wieś traktorów". Inny posadził w strojach ludowych w wiejskiej chacie chłopską rodzinę i opatrz swoje "dzieło" napisem: "Wieś zradiofonizowana". Kołchoźnik jednak ledwie można dojrzeć u sufitu. Inny malarz, propagując oświatę wyposażył młodego pastucha w książkę. Za tło posłużyła mu Nowa Huta „wypluwająca” tony dymu. Jan Czerwin - Sokołowski, propagując komunistyczną emancypację kobiet, posadził Ursus_tractor_wince naprędce zgromadzone dziewczyny na nowe Ursusy. Czyste kombinezony. Trawa nietknięta kołem. Dobrze też wyglądały na obrazach, świniarki z rolniczej spółdzielni. Jedna z nich, młoda w stroju ludowym z uśmiechem wlewa karmę do koryta. Dla pełnego, socjalistycznego szczęścia, świnia też się uśmiecha. Sterylna czystość tchnie z olejnego obrazu.

A po pracy wieś słucha wykładów. Z marksizmu. Spogląda na portrety. Lenina. Czas wolny spędza na czytaniu wierszy. Żeby nie było wątpliwości, co czyta lud czyta, autor zatytułował swe dzieło: "Czytanie Broniewskiego".

Nie było też źle w mieście. Młodziutkie dziewczęta, na obrazie Stanisławy Gajewskiej, maszerowały uśmiechnięte po ulicach w biało-czerwonych strojach. Szkolne dzieci na obrazie Franciszka Hajduka w tym Lekcja_copy_wince czasie skandowały: "My chcemy pokoju". Inne w jaskrawo - czerwonych chustach oglądały reprodukcje. Chusty należały do radzieckich pionierów. Ryszard Siennicki propagował natomiast "stalinowski plan przeobrażania przyrody". Na jego obrazie widać nie tylko dwóch aktywistów, ale i mapę Sowietów z wykresami kolejnych osiągnięć pięciolatki "wielkiego brata".

Artyści socrealizmu nie mieli wielu modeli do naśladowania. Na obrazach pokazujących pracę w mieście model kielni obowiązywał zawsze ten sam - radziecki. Identyczny model miała cegła. Kolor - czerwony. Zmieniały się tylko rusztowania. Zależało to od wielkości zabudowań i priorytetów budowy.

Socjalistyczny człowiek nie żył tylko pracą - w pracy. Aleksander Stefanowski w swym dziele "Na rusztowaniu" wyeksponował czyste mury. Czyste rusztowania. Ją i jego. Nieco zażenowanych. W kombinezonach prosto od krawca. On i Ona. Trzymają się nieśmiało za ręce. Wpatrzeni w przyszłość z wysokości rusztowania. Natchnieni. Emanują socjalistycznym erotyzmem.

A na to wszystko patrzyli towarzysze

Artyści portretując, czy rzeźbiąc postaci klasyków marksizmu zdradzali też swoje bardziej wysublimowane gusta. Od czasu do czasu korzystali z klasyków burżuazyjnych, pędzla czy dłuta. Niektóre "dzieła" zdradzają nawet tendencje rewizjonistyczne. Nie przeszkadzało to klasykom komunizmu - Bierutowi, Zawadzkiemu, Cyrankiewiczowi, Rokossowskiemu. Mamy więc "Młodego Bieruta wśród robotników", "napędzlowanego" w stylu sakralnym przez Alfreda Lenicę. Do sakralnej poetyki nawiązała też Alina Szapocznikow rzeźbiąc kolejny wizerunek Stalina. Inny malarz, równie nie proletariacko, "ujął" swojego Bieruta. W fotelu i pozie, nawiązujących do epoki Ludwika XV. W konwencji grottgerowskiej został upozowany "Dzierżyński w więzieniu". Siedzi pod ścianą w półzgięciu, w koszuli z szerokim kołnierzem i bufiastymi rękawami. Przez kraty wpadają trzy świetlne promienie. Portret Rokossowskiego natomiast ustylizowany został na lata dwudzieste – nawiązujący do wizerunków marszałka Piłsudskiego.

Oddech Stalina

Galeria socrealistycznej "sztuki” jest ostatnim punktem zwiedzania zabytkowego zespołu pałacowego w Kozłówce. Jedni wchodzą do Galerii, inni, spluwając, idą do bramy. W ubiegłym roku siedzibę Zamoyskich odwiedziło blisko 150 tysięcy turystów. Trzy czwarte również Galerię. Na co dzień jest w niej prezentowanych koło trzystu prac, spośród tysiąca pięciuset Alecizia_wince - Niektórzy nam zarzucają, że lansujemy socrealizm. A to wielkie nieporozumienie - zapewnia Jacek Szczepaniak – Chcemy tylko pokazać, jaka kultura miała nami zawładnąć. Galeria jest przestrogą przed zagrożeniem, jaki niósł totalitaryzm. Ustrój, który mógł zagrozić dziedzictwu kultury europejskiej.

- W 1990 roku zrobiliśmy wystawę "Oddech Stalina", pod presją dziennikarzy, którzy idąc tropem Człowieka z marmuru, ciągle chcieli pisać o socrealizmie. Wystawa miała trwać trzy miesiące, ale zainteresowanie pod wpływem prasy nie słabło - mówi dyrektor Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Krzysztof Kornacki - I tak Stalinem oddychaliśmy przez trzy lata Po przywiezieniu pomnika Bieruta z Lublina działacze z Solidarności RI nazwali Kozłówkę "Bierutówką". W miejsce kierunkowskazów - Kozłówka 2 km, pojawiły się inne - Bierutówka 2 km. Do Ministerstwa Kulury i Sztuki,  również władz lokalnych słano listy protestacyjne. Pisano, że Galeria socrealizmu "hańbi naszą lubelską ziemię".

- Po latach istnienia Galerii mogę powiedzieć, że ci z poglądami prawicowymi pozytywnie oceniają naszą wystawę. Mówią "dobrze, że nowe pokolenia mogą zobaczyć, jak było w komunizmie" - podkreśla kustosz Jacek Szczepaniak. - Ci z lewicy natomiast mają do nas pretensję, że naśmiewamy się z ich dorobku. Ale tu nie ma tu żadnych ideologicznych komentarzy, poza tymi, które zamieścili sami autorzy prac.

Mocny szok -

Wyraz emocji można również znaleźć w księdze pamiątkowej. Księga nie pęcznieje. Przez dziesięć lat wystawy w Galerii ledwie kilkaset wpisów. Wcale nierzadko opatrzonych infantylnymi, lub wręcz wulgarnymi, komentarzami uczniów szkoły podstawowej. Wpisy czterdziestolatków i emerytów są niekiedy wyrazem tęsknoty za komunizmem i kultem jednostki. Takie wyznania są jednak rzadkie. Na ogół wyrażane jest oburzenie, że twórcy ekspozycji "prześmiewczo" potraktowali "wielkich Polaków i Wielki Naród Radziecki". Piszą więc: "To były czasy prawdziwej sprawiedliwości społecznej". "Teraz wszyscy z 40 milionów polaków, małych patrzy na Razem_small_wince zbezczeszczenie pamięci zbiorowej i indywidualnej żołnierzy radzieckich i polskich komunistów. Bez wątpienia pogardza się historią wspaniałą, wspaniałych narodów i narodu co stworzył jedną religią, nową" - Casimir Samborski, Francja.* "Gdyby nie socjalizm nie byłoby Polaka w kosmosie". "Bardzo dobry sposób na zrobienie wielkich, brudnych, kapitalistycznych pieniędzy na czystej i nieskazitelnej ideowo sztuce". "Ta wystawa udowadnia, że socrealizm miał swoje wielkie dzieła"

Inni dziękują Bogu, że czas ten przeminął. "Oby nie wróciło [to co było] pod żadnym szyldem". "Śmiać się i płakać ! To nasza młodość. Oby młode pokolenia już nigdy tego nie przeżyły". "Jak to dobrze, że jest to zebrane na jednym kawałku ziemi, a nie zaśmieca całego kraju". "Szczęśliwi, dla których czasy socrealizmu to tylko historia, kiedy to ludzie Kainom swoim musieli wznosić pomniki". "Znakomitym uzupełnieniem wielkiej sztuki socrealistycznej byłyby tomy wierszy Wisławy Szymborskiej poświęcone Stalinowi. Późniejszej noblistki". "Najbardziej podobał mi się Dzierżyński w więzieniu - kto go wypuścił ?". "Wystawa, jak wehikuł czasu przenosi w świat, który z dzisiejszej perspektywy wydaje się po prostu nierealny. Gdy w 1989 kończył się tzw. realny socjalizm miałem dwadzieścia lat. To mój życiowy fart, że w życie dojrzałe wszedłem, jako świadek agonii tamtego systemu - tym bardziej doceniam dzisiejszą Polskę. Żal mi tylko moich dziadków i rodziców, którzy trafili na Hitlera, potem na Stalina". - Leszek P., Toruń.

Mateusz Wyrwich

Od wydawcy:

Taka ciekawostka - Piotr Ożański był wujkiem Aleksandra Szczygły, ministra obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Oto, co o tym przodowniku pracy mówił siostrzeniec, a co zostało zanotowane przez Sławomira Sowulę, dziennikarza "Gazety Wyborczej" w artykule pt. "Jestem siostrzeńcem człowieka z marmuru":

Ojciec Aleksandra trafił na Warmię spod Wilna. Matka - spod Jarosławia. Rodzice jako jedyni we wsi prenumerowali gazetę. W 1950 - jeszcze bezdzietni - spakowali walizki i wyjechali budować Nową Hutę
- Ściągnął ich mój wuj Piotr Ożański, brat mamy. To był murarz, legendarny przodownik pracy. Pierwowzór Człowieka z Marmuru. U Wajdy są fragmenty kroniki filmowej, na których widać wuja z szarfą "300 procent normy" na piersiach.
Do filmu trafiła też scena oparta na autentycznym wydarzeniu opisanym w "Kronikach Nowej Huty": "Dla uczczenia 33. Rocznicy Rewolucji Październikowej zespół murarski ZMP Piotra Ożańskiego i Stanisława Szczygło postanowił pobić swój dotychczasowy rekord. Zespół postanowił ułożyć w ciągu 8 godzin około 50 tysięcy cegieł. Poprzedni, lipcowy rekord wynosił 34 tysiące cegieł. O godz. 8 rano, w upalnym słońcu, zespół rozpoczął pracę (...). Ku podziwowi kolegów brygada Ożańskiego rozwinęła tak wielkie tempo, że mury rosły wprost w oczach. I właśnie w momencie największego nasilenia pracy wydarzył się wypadek, który mógł zniweczyć ambitny plan ZMP-owców. Nikt nie zauważył, że jakaś zbrodnicza ręka podłożyła brygadziście rozpaloną cegłę. Nietrudno to przyszło, bo obok paliło się ognisko, przy którym robotnicy podgrzewali lepik do izolacji. Ożański w ostatniej chwili cofnął rękę".
Opowieść o spisku przeciwko rodzinnej brygadzie przodowników stała się u Szczygłów legendą opowiadaną przy okazji kolejnych imienin, chrztów czy ślubów.
- W rzeczywistości wuj nie cofnął ręki, poparzył się. Tak jak było w "Człowieku z marmuru" - mówi Szczygło. - A ojciec Hutę zbudował i chciał iść dalej. Rozpoczął studia na Politechnice Śląskiej. Pamiętam legitymację studencką z napisem Stalinogród. Ale studiów nie skończył. Po dwóch latach wrócił do Studnicy, bo nie było komu gospodarki obrabiać.

Obiedwie2

sobota, 10 maja 2008

Sztuka stosowana

Artdecohotelexterior_wince Jeżeli drażni nas dom, jego wnętrze, najbliższe otoczenie odzywa się w nas pragnienie ładu. Cieszy nas, gdy urządzenie naszego mieszkania, przedmioty codziennego użytku aż proszą się o skorzystanie z nich, kiedy spojrzenie wokół  i widok przedmiotów łagodzi nas harmonijnym wyglądem i kompozycją. Projektant wnętrz, artysta i rzemieślnik spełnił swoje zadanie.

     Ciekawym zjawiskiem w historii warszawskiej uczelni artystycznej było organizowanie przez profesorów i ich uczniów grup twórczych, wdrażających programy programy pracowni, prowadzonych przezLart_deco2 mistrzów.  Najlepszym przykładem tej aktywności było powstanie i w 1926 r. Spółdzielni Artystów ŁAD.

     Grupa twórców, związana z tą Spółdzielnią zajmowała się sztuką stosowaną zwaną też sztuką dekoracyjną, zdobniczą, użytkową, sztuką wnętrza lub potocznie przemysłem albo rzemiosłem artystycznym. Większość prac nosiła cechy polskiej odmiany stylu Art Deco, co wyrażało się w wyglądzie wnętrz reprezentacyjnych i miejsc użyteczności publicznej.

    ŁAD mieścił się w długiej tradycji działań polskich artystów, pozostających w sferze wpływów angielskiego ruchu odnowy sztuki Arts_crafts_wince rzemiosła Arts and Crafts Movement. Ruch ten wziął początek z krytyki estetyki seryjnie wykonywanych przez przemysł przedmiotów z tanich surowców, nieudolnie naśladujących szlachetne wzory rzemiosła. Widoczne to było podczas pierwszej Wielkiej Wystawy Przemysłu Wszystkich Narodów, otwartej w 1851 r. w londyńskim Pałacu Kryształowym.

     Ideowymi patronami ruchu sprzeciwiającego się produkcji maszynowej i jej estetyce byli: John Ruskin - krytyk, teoretyk sztuki i grafik oraz William Morris - pisarz oraz projektant grafiki książkowej, tkanin, witraży i tapet.

"Pozostając pod wpływem Bractwa Prerafaelitów - pisze prof. Irena Huml, - którzy pragnęli przywrócić sztuce szczerość i prostotę Quattrocenta, zmierzali do odrodzenia średniowiecznych tradycjiArtscraftsaccent cechowych. Zgodnie z nimi rzemieślnik był równocześnie artystą, twórcą obiektów wysokiej klasy, wykonywanych według własnych projektów".

     W Polsce ruch ten nabrał specyficznych cech narodowych. Pionierem nowego stylu był Stanisław Zakz12_wince Witkiewicz - pisarz, malarz i krytyk sztuki, który patronował realizacji wspomnianych postulatów w dziedzinie budownictwa drewnianego, snycerstwa i haftu (twórca tzw. stylu zakopiańskiego).

     Spółdzielnia Artystów ŁAD założona została przez Józefa Czajkowskiego, Wojciecha Jastrzębowskiego i Karola Stryjeńskiego. Artyści związani z tym przedsięwzięciem w 1925 r. odnieśli wielki sukces na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Nowoczesnego Przemysłu w Paryżu, zdobywając wiele prestiżowych nagród.

 Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 realizowano projekty architektoniczne związane z programem sztuki monumentalnej (por. artykuł Ireny Kossowskiej). Tym dokonaniom towarzyszyły oryginalne, mistrzowsko wykonane projekty wnętrz i wyposażenia. PrzywołajmyArt_deco_wsh_wince jako przykład, wzniesiony w latach 1927 - 1930, okazały gmach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego na Alei Szucha (dziś mieści się w nim Ministerstwo Edukacji Narodowej).

     Po II wojnie światowej duże znaczenie w dziedzinie działalności projektowej miały Zakłady Artystyczno-Badawcze Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, założone przez Jerzego Sołtana (ucznia Le Corbusiera) i Zbigniewa Ihnatowicza. W ramach tej pracowni współpracowali artyści, projektanci i specjaliści z wielu dziedzin, Empik_gliwice_1959 tworząc funkcjonalne i przyjazne dla użytkowników projekty. W procesie ich powstawania uczestniczyli rzeźbiarze, malarze, architekci, graficy, muzycy, socjologowie i in. Głównymi projektantami byli profesorowie Akademii, ale do współpracy zapraszano studentów i młodych absolwentów. Efektem prac tych zespołów były m.in. projekty kompleksu sportowego "Warszawianki", Dworca Śródmieście, baru "Wenecja", Pawilonu Tropikalnego itd.

Po wyjeździe z Polski prof. Jerzego Sołtana, w połowie lat sześćdziesiątych aktywność Zakładów Artystyczno-Badawczych zmniejszyła się wskutek biurokratycznych ograniczeń prawno-finansowych, a co za tym idzie z konieczności rezygnacji z niektórych zamierzeń.

W związku z twórczą aktywnością Zakładów na Akademii powstał nowy kierunek nauczania - Wydział Wzornictwa Przemysłowego, kształcącego kadry utalentowanych artystów projektantów.

     "Sztuka projektowania to trudna dziedzina twórcza - pisze Piotr Perepłyś (patrz: tekst o wystawie, której był kuratorem), prowadzący Pracownię Wybranych Zagadnień Projektowych na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, - która poza własną autonomią kreacji musi odpowiedzieć na potrzeby i wymagania użytkownika. Powstają dzieła9 jedne na zamówienia, dla konkretnego celu czy dla konkretnej osoby, w wypadku projektowania wnętrza i elementów jego wyposażenia - inne dla anonimowych odbiorców (...). W obu wypadkach twórca-projektant jest zdany na swoja wrażliwość, intuicję, talent i wytrwałość w poszukiwaniu tego 'jedynego', możliwie najdoskonalszego rozwiązania".

     Tak właśnie artyści ułatwiali nam i upiększali nasze - wydawałoby się - szare, codzienne życie.

Paterka_art_deco

Patera - art deco.

Linki pomocne w utrzymaniu strony:

1. Professional Web Hosting $6.95

2. Build Your Site Online With Site Studio Template System! Easy to Use!

3. Photos.com. Pay One Fee. Download What You Need.

4.

niedziela, 4 maja 2008

Mateusz Wyrwich - Pierwszomajowy kabaret

P4070269_small_custom Autor i jego autografy

Mateusza Wyrwicha "Trzecia wojna światowa już była" to fascynujący, a przede wszystkim porażający w swojej wymowie zbiór reportaży o bohaterach pomijanych, zapominanych, zepchniętych na margines historii, którą przecież oni właśnie tworzyli. Niektórzy z tych wspaniałych ludzi dobrowolnie ustawili się w cieniu z powodu zwyczajnej skromności i niechęci do migotania w błysku reflektorów.

Inni nie mieli wzięcia u efekciarskich mediów, bo czy to jest smakowity kąsek, jeśli jakiś SB-ek w Koninie znęcał się nad działaczem opozycyjnym w sposób szczególnie bestialski, a w wolnej Polsce katowanej ofierze tak trudno uzyskać sprawiedliwe orzeczenie. Tymczasem jej prześladowca jest szanowanym obywatelem miasta i dostatnio żyjącym przedsiębiorcą. No, nie - cóż nas może obchodzić jakiś gnębiony Kowalski, któremu to wszystko się może wydawało, albo jedynie śniło? Co? Są dowody? Ale przecież jakieś takie wyzywająco oczywiste i psujące efektowne przesłanie bajki o energicznym człowieku sukcesu, który z pierwszej linii walki o realny socjalizm jednym sprytnym skokiem ulokował się w pierwszym szeregu dzielnych budowniczych kapitalizmu. Kiedyś ów totumfacki fatygantów medialnego sukcesu brał w swoje silne spracowane dłonie mizerny los Kowalskiego (było, minęło proszę publiki), a w nareszcie wolnym kraju wziął w swoje ręce swój własny los. Czy to nie jest aby oczywista zmiana na lepsze, czy należy i czy w ogóle można takiego przepoczwarzonego tajniaka potępiać, tylko dlatego, że jakiś chudziaczek podobno i jakoby został pokrzywdzony?

Odpowiadamy za Mateuszem Wyrwichem, że należy i można. Należy też stanąć po stronie cichych bohaterów walki z czerwoną opresją przez oddanie im głosu. I tak właśnie jest we wspomnianej książce.
Jak to często bywa nie zmieściło się w niej kilka reportaży, bowiem wydawca "Rytm" nie miał może wystarczających środków, może z innych względów.
Mamy jednak przyjemność zaprezentować te teksty dzięki uprzejmości Autora. Zaczniemy od obrazu majowych świąt, które w PRL-owskiej przeszłości wywoływały lawinę nowomowy. Czytajcie, czytajcie i jeszcze raz czytajcie. Obiecuję, że nie zawiedziecie się.

29d_custom_2

Pierwszy maja 1971 roku w Warszawie. Plac Bankowy - miejsce zbiórki przed defiladą. Rusza Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna - dziś Akademia Teatralna. Na czele władze Uczelni - znani aktorzy - w jasnym płaszczu Rektor - Tadeusz Łomnicki, z fajką - Jan Świderski, za nim - Andrzej Łapicki i inni. Fot. - Adam Myśliński.

Mateusz Wyrwich

Pierwszomajowy kabaret

Komuniści polscy, organizując pierwszomajowe święto po drugiej wojnie światowej, w niczym nie ustępowali faszystowskim organizatorom parteitagów lat trzydziestych. Świadczyły o tym podobieństwa haseł. Liczne defilady wojskowe. Angażowanie dzieci w uroczystości partyjno - państwowe. Zamykanie w więzieniach przeciwników politycznych na czas przygotowań pierwszomajowych. Składanie zobowiązań i przysiąg. Słowem, typowy model uroczystości państwowych, charakterystyczny dla państwa totalitarnego.


W Polsce pierwszy maja ustanowiono świętem państwowym w 1950 roku. W sześćdziesiątą rocznicę, jak uznała partyjna propaganda, pierwszego pochodu robotników w Warszawie. Mimo, iż 433pxtrybunaludu13121981replica oficjalnie uchwała sejmowa została podjęta dopiero w pięć lat po wojnie, od 1945 roku pierwszy maja był dniem wolnym od pracy. Likwidacji uległo święto 3 Maja, jako "burżuazyjne i nieprzystosowane do nowych czasów", jak pisano w "Notatniku Lektora", broszurce dla partyjnych aparatczyków niższego szczebla.

Podczas pochodu w 1950 roku hasła głosiły, że: „Był on wzmożonym rokiem w walce o pokój z faszystowskim imperializmem" * i "Walką o wydajność pracy przeciwko imperializmowi". Również przeciwko "klice titowowskiej"  i "Czag - Kai - szeka". Takie też generalne hasła przyświecały przygotowywanym manifestacjom pierwszomajowym w Polsce. Przetransformowano je z ZSRR. Identyczne głoszono w innych państwach "obozu pokoju".

Przygotowania do obchodów święta trwały kilka miesięcy. W czynie społecznym jedna z łódzkich fabryk włókienniczych wyprodukowała ponad dwieście kilometrów czerwonego płótna, by "Polska mogła godnie powitać sześćdziesiątą rocznicę walki o godne prawa robotników". Zasiano "zieloną trawą tysiące hektarów trawników, by czysto przyjąć godny dzień ludzi pracy". Najważniejszą jednak "chwilą w przygotowaniach ludzi pracy do majowego święta było zaciągnięcie wart produkcyjnych", jak można było przeczytać w gazetach. "Warty" te, to podejmowanie zobowiązań zwiększenia produkcji, przez ludzi wszelkich zawodów. Prasa poświęcała temu niekiedy całe kolumny. Odbywały się liczne zebrania w komitetach zakładowych PZPR: miejskich, powiatowych, wojewódzkich. W samym KC omawiano "Wartę" w warszawskich zakładach "A - 52", gdzie "Cały zakład, wszystkie działy, żyły wykonywaniem zobowiązań.(...)Blaszana wykańczarnia. Wanna automatyczna. (...) Brygadzista towarzysz Smoliński, wieloletni robotnik zakładu, który do zagadnienia podchodził ze zrozumieniem i odpowiedzialnością, jaka ciąży na nim i na całej brygadzie. Prócz uruchomienia wanny wydział zobowiązał się do ustawienia gilotyny". Tu piszący zaznaczył w nawiasie - do cięcia blachy. Ale żeby mogło dojść do podjęcia zobowiązań, jak zaznaczają robotnicy "Partia musiała dać impuls i natchnienie". Do partyjnego natchnienia potrzebny był jeszcze murarz Winiarek, który "przedplanowo zamontował fundamenty pod maszyny".

Tego dnia w Warszawie, a był to dwudziesty kwiecień, Liga Kobiet z Pragi Południe podjęła 15 zobowiązań w "sprawie czystości". Podobną inicjatywę podjął Stołeczny Komitet Obywatelski. Tak więc "Śmiecie na 1 - Maja będą uprzątnięte, a psy licznie w niektórych dzielnicach Warszawy29963 wałęsające się, na ten czas właścicielom będzie nakazane zamknąć. Bezpańskie - nakaże się rakarzom akcję usunięcia. Koniom z furmankami i woźnicom w dzień tak uroczysty podróżować nie będzie wolno".

Inny zespół pracowniczy, tym razem murarski, brygadzisty Józefa Czajki, ułożył w ciągu zmiany 84.380 cegieł. "Była to największa wydajność, jaką osiągnął tego rodzaju zespół w Polsce." Co skłoniło Czajkę do podjęcia takiego zadania ? Ano: "Chciałem po prostu uczcić wzmożoną pracą nasze święto robotnicze i wyrazić solidarność z naszymi partyjnymi towarzyszami pracy". Jak wynika z dalszej wypowiedzi brygadzisty "partyjni towarzysze pracy" to wyżsi funkcjonariusze KC PZPR. Wysiłek towarzysza Czajki i brygady podziwiały: "Oprócz setek przygodnych widzów, przybyłe wycieczki szkół zawodowych, przedstawiciele Ministerstwa Budownictwa, Związku Zawodowego Budowlanych i Instytutu Techniki Budowlanej. W komplecie zjawili się również znani przodownicy murarscy"

Równy zapał, w osiąganiu celów zbliżających do socjalizmu, wykazywały inne regiony kraju. Robotnicy szczecińskiego nabrzeża "Odra" wykonali 600 procent normy - w ciągu jednego dnia. Na Śląsku zaś, "60 gromad zameldowało już o przedterminowej realizacji kampanii siewnej'". Wprawdzie gromady nie sądzą, by pierwsze efekty kampanii siewnej były już pierwszego maja, to jednak do podjęcia tej akcji zmobilizowała ich i prowadziła "Myśl Towarzysza Stalina". W Poznaniu pierwszomajowo budowano wagony i kuto stal. We wrocławskim elektryfikowano wsie. W kilku innych regionach kraju walczono z analfabetyzmem. Wszystko to pierwszomajowo. Dyrektorka szkoły z Tomaszowa Mazowieckiego pisała do Partii, która dała jej "wykształcenie i stanowisko", że "podejmując partyjne zobowiązanie o likwidacji analfabetyzmu zobowiązałam wszystkich nieuków w gminie do podjęcia zobowiązania przeczytania czytanek o Leninie i Jego Wiernym Uczniu Stalinie, a także Jego Wiernym Bracie Bierucie. Zobowiązanie zgodnie przyjęli i zgłoszą się na egzamin na godzinę przed pochodem w Tomaszowie".

Razem_small

Cały kraj przyjmował zobowiązania. Tymczasem partyjni ideolodzy układali, a raczej tłumaczyli z rosyjskiego, ponad sto haseł przygotowanych na obchody pierwszomajowe i przysłanych z Moskwy. Ogłoszone zostały uroczyście w prasie 24 kwietnia i odczytane w radio. Od tego momentu aktyw propagandowy przystępował do "twórczości. przelewając hasła" na płótno, drewno, metal: "Polska Ludowa to kraj wyzwolonych mas pracujących, niezłomne ogniwo Światowego Frontu Pokoju". Związek Radziecki natomiast, to: "Kraj Zwycięskiego Socjalizmu, twierdza Pokoju i Wolności narodów". Po tym wstępie hasła określały, że żyjemy w nie najlepszym otoczeniu. Nieopodal nas bowiem, czyha "Klika faszystowsko - dyktatorska Tito". Również Czang- Kai - szek. Ale partia zapewniała lud pracujący miast i wsi : "Pokażemy amerykańskim imperialistom wojennym - wywalczymy trwały pokój, jasną przyszłość naszych dzieci. Nasza odpowiedź imperialistom - przedterminowo wykonamy plany produkcyjne. Każda tona węgla, każdy metr materiału, każdy cetnar zboża, to pocisk przeciwko podżegaczom wojennym".

Owe pociski mieli ciskać "przodujący robotnicy, którzy najbardziej świadomie pojęli idee socjalizmu". W związku z tym partia nawoływała: "Szerzej wysuwajmy przodujących robotników na stanowiska kierownicze. Kadry decydują o wszystkim". W tym wszystkim jednak klasie robotniczej, przeszkadzali podżegacze wojenni. Nie tylko z krajów obozu "niepokoju". Mieliśmy też i swoich, jak nas zapewniali komuniści.  Postulowano więc w hasłach: "Precz z łazikami i dezerterami frontu pracy. Wyplenimy do końca spekulantów i paskarzy, pasożytów i wyzyskiwaczy. Rodzimych podżegaczy wojennych w gospodarce". By przeszkodzić "rodzimym podżegaczom" partia wymyśliła hasła - zawołania: "Hutnicy dajcie więcej stali", "Metalowcy więcej obrabiarek". "Kolejarze - szybciej, taniej i sprawniej wykonujcie przewozy". "Pracownicy uspołecznionego handlu walczcie o coraz lepsze zaopatrzenie mas pracujących we wszystkie produkty i towary". "Chłopi i kobiety wiejskie - podnoście plony z hektara, rozwijajcie hodowlę, walczcie z wyzyskiem bogaczy i spekulantów". "Robotnicy rozwijajcie ruch łączności fabryk ze wsią, pomagajcie braciom chłopom w budowie nowego życia. Przez światłą krytykę i samokrytykę zwalczajmy nasze braki, błędy i Lejlej_wince wypaczenia". Hasła te nie tylko miały widnieć na transparentach podczas pochodów w całym kraju. Jak zalecało KC, z hasłami, niczym komiwojażerowie, mieli wędrować lokalni agitatorzy. Proponowano więc agitację zespołową i indywidualną. Szczególnie na wsi i: "W mieszkaniach robotniczych", by "Wnieść w dusze robotników coraz więcej przebojowego uczucia i bojowości". Jako agitatorów postanowiono zaangażować też księży. Miało to położyć: "Kres oszczerstwom o prześladowaniu religii w naszym kraju, izolować i pozbawiać argumentów siły reakcji", jak napisano w Trybunie Ludu, „powołując się” na Porozumienie z Episkopatem.

Na dwa dni przed pierwszym załogi, aktywiści donosili, że zakończone zostały przygotowania do święta. W Krakowie i Warszawie zamontowano kilkaset gigantofonów "którymi popłynie radosna pieśń pokoju i duch Partii". "Robotnicy i pracownicy umysłowi przygotowali makiety i wykresy ilustrujące ich osiągnięcia w pracy i nauce".

W przygotowaniach do pierwszego maja, oprócz dorosłych, brały udział również dzieci. One także podejmowały zobowiązania. Dotyczące nauki, jak i pracy. Podejmowali je zarówno uczniowie szkół podstawowych, jak i przedszkolacy. Choć u przedszkolaków mniej było pracy, za to więcej twórczych i metafizycznych doznań. Oto w łódzkim przedszkolu, którego kierowniczką była szwaczka, "Podczas popołudniowego odpoczynku dziewczynce, córce robotnika magazynowego przyśnił się gołąbek pokoju prowadzący pochód pierwszego maja z Wiernym Towarzyszem Bierutem na czele". W białostockim zaś przedszkolu, wśród starszaków, wystąpiła radosna zbiorowa twórczość "wierszyków i haseł" pierwszomajowych: "Dzieci z ludem ku radosnej przyszłości", "Więcej przedszkoli, więcej świadomych obywateli". "Nasz tatuś towarzysz Bierut, dziś nam pozwala swawolić, byśmy jutro mogły jugosłowiańskie dzieci, z faszytowsko - titowowskiej, oswobodzić niewoli". Starsze dzieci, ze szkoły podstawowej, podejmowały już bardziej skomplikowane zadania. Zarówno koncepcyjnie, jak i organizacyjnie. W warszawskiej V c na Żoliborzu, po "Burzliwej i konstruktywnej naradzie" postanowiono "Uprzątnąć gruz sprzed szkoły i zasiać trawę. Pomysł wyszedł od ideowego Czarka, który powołał również pięcioosobowy Komitet Organizacyjny. "Postanowiono również opracować odezwę w sprawie opieki nad trawnikiem (...), by trawnik upiększał ulicę i oczyszczał miasto". Komitet nawoływał też, by: "wnieść postulat, żeby nie deptać trawników, żeby nie być szkodnikami gospodarczymi".

Nadszedł ten dzień

Tłumy pociągami zbliżały się do stolicy kraju, by uczestniczyć razem z Partią w radosnym dniu majowym. Ludzi umieszczano w nielicznych warszawskich hotelach. Także na błoniach miasta w wojskowych namiotach i halach fabrycznych. O dziesiątej rano w sali sejmowej zebrało się partyjne gremium towarzyszy z "przodownikami pracy i pokoju". Przybył "Bierut i niemilknące oklaski". Przybyli też "ludzie z okrzykami na jego cześć". Przemówienie wygłosił towarzysz Ochab, któremu "Przerywano burzliwymi oklaskami i okrzykami na cześć ZSRR i Stalina". Wystąpienie Atakuje trwało krótko i "Mówca zszedł z trybuny odprowadzany długo niemilknącymi oklaskami (...) Orkiestra gra hymn radziecki. Nowa fala entuzjazmu zrywa się na cześć przewodniczącego KC PZPR B. Bieruta". Tymczasem wiceminister obrony narodowej generał broni Popławski, (oficer sowiecki) odczytywał rozkaz podległym sobie polskim żołnierzom na Placu Zwycięstwa. Z okazji 1 - maja rozkazywał: "Stale podnosić poziom wyszkolenia bojowego(...)Ściśle przestrzegać regulaminów wojskowych. Okres szkolenia letniego wykorzystać dla wzmożonej pracy. Wyrabiać hart, wytrzymałość i ofiarność żołnierską (...) Wychowywać i szkolić kadry oficerów na doświadczeniach Armii Radzieckiej w oparciu o zasady stalinowskiej nauki wojennej".

Z sejmu Bierut ze świtą i zaproszonymi towarzyszami radzieckimi pojechał na trybunę usytuowaną na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu. "Radosny krzyk wyrwał się z milionów piersi pracującego ludu na pierwsze słowa towarzysza Bieruta. Ojca narodu miast i wsi", relacjonował sprawozdawca. A Bierut mówił, że Polska jest "Światem wyzwolonego narodu, światem zwycięstwa idei sprawiedliwości". Zapewniał też zgromadzonych: "Nigdy już więcej nie będą świstały w Polsce kule nad głowami robotników, nigdy już więcej nie zhańbią pochodów 1 - Majowych faszystowskie pałki policyjne. Bowiem władze w Polsce zdobył na zawsze wolny i suwerenny lud pracujący (....)" Gorąco pozdrowił też Bierut "bratnie narody ZSRR", po czym na "białym koniu wjechał Marszałek Polski Konstanty Rokossowski", (oficer sowiecki) złożył meldunek o gotowości do defilady wojskowej i "Popłynął pochód wielkiej radości". W Warszawie i całej Polsce popłynęły również: "Fale uznania i gorących uczuć do Wielkiego Przyjaciela i Przewodnika Ludzkości, miłującego wolność Zwycięskiego Pogromcy faszyzmu, niezłomnego Chorążego wszystkich narodów, Towarzysza Stalina". Załopotały czerwone sztandary, które "Symbolizują Stalindm2109_468x551_wince robotniczą krew przelaną w walce o prawa robotnicze w faszystowskiej, przedwojennej Polsce", uświadamiał tekst w Trybunie Ludu. W Warszawie, niektórzy przodownicy pracy ubrani byli na czerwono. W "robotniczej Łodzi" natomiast  mieli na sobie tylko czerwone szarfy.

W relacjach prasowych największe wrażenie na uczestnikach pochodu w Warszawie zrobiło wystąpienie Bieruta. Najwięcej śmiechu - szopka polityczna, zaprezentowana przez studentów Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, wespół z politechnikami. "W rytm orkiestry jazzzbandowej, którą dyryguje >wuj sam<, kroczą w pochodzie sługusi imperializmu amerykańskiego: Tito, Franco, Czang - Kai - szek i inni. Widzimy tam również Bęcwalskiego i Andersa na białym drewnianym koniku". Łódź zaimponowała Partii i uczestnikom pochodu pięcioramienną, olbrzymią gwiazdą. "Niesioną na płask, nad którą widniał wielki portret Stalina". Poznań zaimponował wypuszczeniem "2800 gołębi po przemówieniu Bolesława Bieruta, które prostym lotem poszybowały do nieba pokoju wznoszącym się nad Polską". Wrocław odwiedzili "prawdziwi Niemcy" z NRD. Zaś polskie dzieci z niemieckimi jechały na ciężarówkach skandując hasła - Pokój, Stalin, Bierut". Generalnie jednak, w całym kraju, odbyły się pochody "Pod znakiem żywiołowego entuzjazmu mas, stając się przeglądem ich gotowości do wykonania wielkich zadań budownictwa socjalistycznego".

Szesnastego kwietnia 1997 roku komuniści polscy wydali odezwę pierwszomajową do "ludzi pracy". [Premierem w Polsce był wówczas postkomunista Włodzimierz Cimoszewicz]. Stwierdzono w niej między innymi, że w roku 1997 SdRP "Buduje społeczną gospodarkę rynkową, reformuje kraj, kieruje się zasadą sprawiedliwości społecznej" Zapewnia również, że: "W ślad za szybkim wzrostem gospodarczym rośnie poziom życia, powstają nowe miejsca pracy, spada bezrobocie".

_______________________________________________________

* Wszystkie cytaty pochodzą z Trybuny Ludu, Życia Warszawy, Płomyka, Notatnika Lektora, Kwiecień - Maj, 1950, Pisownia jak w oryginale.

055

Pierwszomajowa dekoracja w Przasnyszu - fot. Adam Myśliński.